W obronie ESA37 słów kilka

W mediach okołopiłkarskich pojawiają się ostatnio pogłoski dotyczące planowanej kolejnej reformy ekstraklasy i odejścia od aktualnego systemu ESA37. „Przegląd Sportowy” donosi, iż począwszy od sezonu 2018/19 rozważane są dwa nowe warianty prowadzenia rozgrywek. Jest to a) podział ligi na dwie grupy (jak dotychczas), ale bez jednoczesnego podziału zdobytych punktów przez 2 oraz b) powiększenie rozmiarów ekstraklasy do osiemnastu klubów, spośród których trzy będą co roku opuszczać elitę (opcja proponowana przez prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka).

System ESA37 zdaje się mieć wielu przeciwników, którzy jego słabości upatrują w dwóch głównych wadach – po pierwsze w (rzekomej) niesprawiedliwości, jaką jest dzielenie przez dwa punktów zdobytych w pierwszych trzydziestu meczach, a po drugie w wynikającej z tego mniejszej istotności meczów sezonu zasadniczego (skoro zdobyte punkty są po 30. kolejce dzielone na pół, to zwycięstwo w sezonie zasadniczym jest warte de facto nie trzy, a półtora punktu). Niektórzy eksperci, m. in. Andrzej Gomołysek z serwisu Taktycznie.net argumentuje też, że obniżony wpływ wyników w sezonie zasadniczym skutkuje niższym zaangażowaniem zawodników, które objawia się w wielu obserwowanych miarach statystycznych. Zachęcam do lektury podlinkowanego tekstu, w którym autor wykazuje, że w lidze rozgrywanej systemem ESA37 intensywność gry jest niska w trakcie sezonu zasadniczego, notując skok w górę w okolicach 25. kolejki, kiedy powoli klarują się ligowe rozstrzygnięcia, a drużyny przybliżają się lub oddalają od upragnionego miejsca w górnej ósemce. Chciałbym jednak w tym miejscu postawić nieco inne pytanie. Czy intensywność i widowiskowość gry jest faktycznym powodem, dla którego śledzimy ekstraklasę i (w przypadku niektórych) pasjonujemy się nią?

Mało jest w sporcie rzeczy gorszych, niż świadomość, że nic się już nie zmieni. 0:3 w 80. minucie meczu, 10 punktów straty do pierwszego miejsca na cztery mecze przed końcem sezonu, porażka 1:3 u siebie w pierwszym meczu pucharowej rywalizacji. Piłka nożna pasjonuje dlatego, że jest nieprzewidywalna, wszystko może się odwrócić i każdy może wygrać z każdym. Ekstraklasa pasjonuje dlatego, że Legia może pokonać na wyjeździe Lecha, a tydzień później przegrać u siebie z Arką Gdynia. Największą siłą systemu ESA37 jest to, że ostateczne rozstrzygnięcia nie są znane do końca sezonu, a liczba drużyn, które nie grają o nic, jest ograniczona do minimum.

Rzućmy okiem na aktualną tabelę ekstraklasy po 27 kolejkach (za 90minut.pl):

tabela z kreską

Co może stać się w ciągu najbliższych trzech tygodni? Zgodnie z tym, co pisałem w poprzednim wpisie, tylko cztery pierwsze drużyny ligi mają na ten moment zapewnione miejsce w grupie mistrzowskiej. Żadna z pozostałych dwunastu nie może na ten moment ani spać spokojnie ze świadomością, że i tak znajdą się w górnej ósemce, ani spuścić z tonu wiedząc, że i tak nie znajdą się powyżej kreski dzielącej tabelę na pół. Innymi słowy, nie jest wykluczone, że za miesiąc Bruk-Bet będzie walczył o utrzymanie w grupie spadkowej, tak samo jak istnieje prawdopodobieństwo (jakkolwiek małe), że Cracovia będzie w tym samym czasie grać z Legią i Jagiellonią w grupie mistrzowskiej.

Wyobraźmy sobie teraz, że nikt nigdy nie wpadł na pomysł dzielenia na pół ligi i liczby punktów zdobytych przez drużyny w niej grające. Załóżmy, że sezon 2016/17 jest rozgrywany klasycznym systemem „każdy z każdym”, a wirtualna kreska między ósmym a dziewiątym miejscem w tabeli nie istnieje. Jak w takiej sytuacji wyglądałaby klasyfikacja klubów?

tabela bez kreski

Z pozoru nic się nie zmienia – każdy klub ma tyle samo punktów, tyle samo bramek zdobytych i straconych. Warto zwrócić jednak uwagę na pewne subtelne różnice wynikające ze zmiany założeń. Gdyby sezon ligowy oficjalnie kończył się za trzy tygodnie, miejsca premiowane udziałem w europejskich pucharach byłyby już obsadzone przez cztery pierwsze kluby ligi. Walka o mistrzostwo nadal byłaby bardzo emocjonująca, jednak kibice Zagłębia, Wisły Kraków albo Bruk-Betu nie mieliby już najmniejszych złudzeń w walce o miejsce na podium. Przeanalizujmy pokrótce sytuację każdej z szesnastu drużyn ekstraklasy taką, jaka jest teraz i hipotetyczną, gdyby liga była rozgrywana systemem „klasycznym”:

Miejsce

Drużyna

Aktualnie gra o:

W systemie „klasycznym” grałaby o:

1

Jagiellonia Białystok

mistrzostwo

mistrzostwo

2

Legia Warszawa

mistrzostwo

mistrzostwo

3

Lech Poznań

mistrzostwo

mistrzostwo

4

Lechia Gdańsk

mistrzostwo

mistrzostwo

5

Zagłębie Lubin

górna 8 / puchary

nic

6

Wisła Kraków

górna 8 / puchary

nic

7

Bruk-Bet Nieciecza

górna 8 / puchary

nic

8

Korona Kielce

górna 8

nic

9

Wisła Płock

górna 8

nic

10

Pogoń Szczecin

górna 8

nic

11

Śląsk Wrocław

górna 8

nic

12

Arka Gdynia

górna 8 / utrzymanie

utrzymanie

13

Ruch Chorzów

górna 8 / utrzymanie

utrzymanie

14

Piast Gliwice

utrzymanie

utrzymanie

15

Cracovia

utrzymanie

utrzymanie

16

Górnik Łęczna

utrzymanie

utrzymanie

 

Ekstraklasa rozgrywana z podziałem na dwie grupy daje motywację do gry do końca niemal połowie klubów ligi, które bez tego podziału miałyby przed sobą trzy mecze bez znaczącej stawki. Gdyby obecny sezon był rozgrywany systemem „każdy z każdym” bez podziału punktów, drużyny z miejsc 5-11 nie miałyby już ani nadziei na grę w eliminacjach Ligi Europy (nie wspominając o Lidze Mistrzów), ani realnych obaw związanych ze spadkiem do pierwszej ligi. Biorąc za przykład drużynę Śląska Wrocław, gdyby liga kończyła się za dwa tygodnie, tylko niezwykły splot mało prawdopodobnych zdarzeń mógłby umieścić wrocławian w strefie spadkowej. Teraz jednak toczą oni do końca grę o miejsce w grupie mistrzowskiej, a ich kibice nie wiedzą, czy za miesiąc będą walczyli o miejsce w europejskich pucharach, czy o przedłużenie gry w ekstraklasie o kolejny rok. Czy ważniejsza od tego typu emocji jest intensywność gry i średnia liczba akcji na mecz?

Na zakończenie pragnę zadać panu Andrzejowi (który, z tego co kojarzę, sympatyzuje ze Śląskiem) jedno pytanie. Jeden z wykresów w Pana wpisie podpisał Pan „po raz trzeci w tym sezonie Górnik Łęczna gra z Koroną Kielce”. Czy Pana zdaniem mecz Górnika z Koroną byłby (dla kibiców spoza Łęcznej i Kielc) bardziej emocjonujący, gdyby był rozgrywany tylko dwa razy w sezonie?

Ten wpis został opublikowany w kategorii ANALYTICS, OPINION i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>